• Capsule Wardrobe

    Długo zastanawiałam się nad tematem jaki chciałabym Wam dziś opisać, bowiem jest on zbieżny z koncepcjami jakie opisywałam dotychczas- koncepcją minimalizmu oraz slow life, która zawiera w sobie slow fashion- o tym niebawem. Żeby jednak przekazywana a zdobyta przeze mnie wiedza była spójna postanowiłam opisać dziś ideę capsule wardrobe. Od razu może wyjaśnię samo pojęcie- w Polsce tłumaczy się ono jako szafę kapsułkową.

    Za pomysłodawczynię owego zjawiska uznaje się Susie Faux, właścicielkę sklepu ,,Wardrobe”, która postanowiła w swym sklepie sprzedawać odzież ponadczasową, spójną, którą można łączyć w gotowe zestawy.


    Modny obecnie minimalizm od razu wchłonął tą właśnie koncepcję do siebie, jako wyznacznik tego co i w jakiej ilości w każdej szafie powinno się znajdować.

    Powstały nawet swego rodzaju ,,szkoły” capsule wardrobe, podające dokładną ilość konkretnych ubrań, podające ich rodzaje a także…ścigajace się z sobą o to, która szkoła poda ich najmniejszą ilość. Np. jeśli masz w szafie więcej niż 29 ubrań to twoja garderoba nie zalicza się do capsule wardrobe, a ty nie jesteś prawdziwym minimalistą. Takie podejście jest dla mnie typowym bełkotem kolejnej ,,nowomody”, jednak sam pomysł wydaje się być dobry i pomocny w tworzeniu własnego stylu a także po prostu- upraszczaniu życia.

    O co więc chodzi? Zapewne wiele z Was, podobnie jak ja, nie raz, nie dwa i nie dwadzieścia razy utyskiwało nad tym, że ,,nie ma się w co ubrać”. Co śmieszne, tego stanu nie zmieniają najczęściej kolejne zakupy…i kolejne…i kolejne. Dlaczego? Bo najczęściej zakupów dokonujemy na konkretną okazję, pod wpływem impulsu bądź…bo coś jest tanie/na wyprzedaży/na promocji. Zachłystując się jednym z powyższych powodów zapominamy, by wziąć pod rozwagę czy dana rzecz będzie nam służyła częściej, czy właśnie tylko na tą jedną okazję oraz czy będzie się komponowała z resztą naszej garderoby. Ba, zapewne nie będę jedyną, której zdarzyło się świadomie kupić ubranie za duże lub za małe, licząc, że w końcu się przyda bo cena była okazyjna.

    Różne są przyczyny nabywania zbyt dużej ilości ubrań: można mieć pieniędzy ,,za dużo”, można mieć za mało- wtedy kupuje się dosłownie wszystko co trafi się w dobrej cenie: wyprzedaż, second hand itp. Można kompensować sobie zakupami różnego rodzaju braki, zły nastrój. Można też podążać za każdą kolejną modą…. Skutkiem takich zachowań są pękające w szwach szafy, bo nie przypuszczam by każda/ każdy z nas miał przepastną garderobę. W szafach najczęściej upchane ubrania, do których ciężko się dostać, które są w kiepskiej ,,kondycji”, lub nie zgadzają się z naszym aktualnym rozmiarem. Przede wszystkim jednak, jak napisałam, gdy przychodzi się ubrać, nawet na co dzień, stajemy bezradni przed otchłanią tego co wypada na nas z szaf 😉 i nie umiemy dobrać konkretnych ubrań dla siebie. Oczywiście, nie wywołując oburzenia, wolę zaznaczyć, iż jestem pewna, że nie u każdego sytuacja wygląda tak, jak ją powyżej opisałam. Jednak jestem dość pewna, ze osób takich jest dość sporo. Wiem, że z takimi właśnie problemami boryka się wiele moich koleżanek czy koleżanek koleżanek. W pierwszym jednak rzędzie borykałam się z takimi garderobianymi problemami ja sama.


    Skąd wzięło się u mnie zainteresowanie capsule wardrobe, ciężko stwierdzić. Myślę, że był to ogół zmian, jaki zaszedł we mnie na pewnym etapie życia. Powróciłam do starych nawyków i sposobu życia sprzed lat ( dziś nazywanego SLOW LIFE), przyswoiłam kilka nowych teorii, z których minimalizm również był mi bliski od początku. Wewnętrznie dojrzałam. Przestał mni­e interesować pościg za najnowszymi, reklamowanymi kosmetykami- teraz wolę używać kosmetyków naturalnych, które u mnie działają cuda. Zaczęłam słuchać swego organizmu i diametralnie zmieniło się moje podejście do jedzenia- teraz wiem co mi służy, zwracam uwagę na jakość, nigdy ilość. Podobnie było ze sposobem ubierania oraz sposobem tychże ubrań kupowania. Już nie interesowało mnie to, że w danym sezonie modne były paski, w innym trencz, jeśli wiedziałam, że mnie z nimi przykładowo nie po drodze. Naturalnie zaczęłam dążyć do tego w czym ja czuję się i wyglądam dobrze. Wtedy dotarło do mnie jak wiele ubrań ,,śmieciowych” mam w szafie. Jednocześnie zdałam sobie sprawę, ilu podstawowych mi brakuje. Istnieje taki pomysł na capsule wardrobe by budując ją od początku, wyrzucić wszystkie swoje ubrania. Dla mnie jest to nie do przyjęcia, jako, że jestem zagorzałym przeciwnikiem marnowania rzeczy: zawsze staram się nadać im drugie życie, sprzedać, puścić w obieg czy dać osobom potrzebującym, których wszak nie brakuje. Po zapoznaniu się z blogami, instagramami, pinterestami wiedziałam już dokładnie o co chodzi w idei capsule wardrobe: znacznie ograniczyć liczbę ubrań, zostawiając czy dokupując takie, by możliwie każde z każdym móc połączyć w konkretny zestaw, możliwie uniwersalny i przede wszystkim dopasowany do naszego stylu. Z tym stylem to jest tak, że może się on zmieniać na przestrzeni lat, możemy go też cały czas szukać, jednak ważne, by ubrania, które mamy były spójne z nami, byśmy się w nich dobrze czuli. 

      Powiem szczerze, że czyszczenie szafy jest…dobrą nauczką na przyszłość. Nigdy nie byłam zakupoholiczką a mimo to myślę, że od kilkuset złotych do kilku tysięcy wyfrunęło z mojej szafy…to boli 😉 Teraz już zdecydowanie bardziej zastanawiam się nad każdym zakupem. Tylko niewielką część tych pieniędzy udało mi się odzyskać. Ze sprzedanych przykładowo dwóch ubrań, których nie nosiłam, mogłam zakupić jedno nowe- tak sobie ustaliłam. Zdecydowanie jednak większość rozdałam. Przeprawa była trudna, bolesna i długa, ale…opłacało się. Nie osiągnęłam jeszcze celu, ale jestem na dobrej drodze. Mam zdecydowanie mniej ubrań, wiele lepiej wyeksponowanych w szafie, zdecydowanie lepszych gatunkowo, pasujących do mnie w 100%. Jednak to co najważniejsze to czas jaki zyskałam. Bez cienia przesady mogę stwierdzić, że dobór ubrań na co dzień zajmuje mi nie więcej niż 5 minut. Bowiem wszystko do siebie pasuje i wszystko ze sobą współgra. Najweselej wspominam pakowanie się na krótkie, 5 dniowe wakacje. Bez przygotowań, bez list, całość pakowania około 10 minut. Jako, że wyjazd był nad morze, bez żadnych wielkich wyjść, w walizce zagościły dwie pary spodni, trzy bluzki z długim rękawem, trzy z krótkim i dwie góry. Wszystko mogłam dowolnie z sobą miksować ( ubrań typowo letnich nie było bo był to czerwiec nad polskim morzem, więc sami rozumiecie…;) ).


    Capsule Wardrobe służy mi od kilku miesięcy. Co osiągnęłam? Porządek w szafie…czas!!! Ale przede wszystkim pewność i samoświadomość siebie, swojego wyglądu i wciąż rozwijanego stylu. Oraz mądrość i spokój: podczas wyprzedaży czy promocji, nie rzucam się już na wszystko co tanie, w domu stwierdzając, że moje zakupy nie maja większego sensu. Kupuję z rozwagą to, co mi potrzebne. Ale kupuję też lepszej jakości ubrania(pieniędzy przybyło od kiedy przestałam kupować dla kupowania więc można sobie czasem pozwolić), najczęściej polskich projektantów. Bardziej dbam o ubrania. Ale o tym wszystkim w slow fashion. Szczerze, wiele lepiej się teraz sama z sobą czuję. Nie dajmy się zwariować przedziwnym przepisom, liczbom czy nakazom jak ma wyglądać modelowa capsule wardrobe. Ale zachęcam do wypróbowania zmniejszenia ilości rzeczy, na rzecz ich jakości i dopasowania. Zdecydowanie poprawia to komfort życia 🙂

     

    berenika szeliga

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    Jedna odpowiedź do “Capsule Wardrobe”

    Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial