• Przepis na szczęście

    Szczęście…jakież to banalne, oklepane, wręcz nudne i powtarzalne. Wszyscy na około o tym mówią, piszą, pokazują…temat stary jak świat. Trochę jak z seksem…niby każdy wie o co chodzi i z czym to się je, a jednak…jest coś takiego w tym zagadnieniu- szczęścia- choć i seksu też ;), że jak magnez przyciąga uwagę, intryguje, wabi…Kolorowe magazyny, tysiące poradników, popularne programy w telewizji i współcześni idole, każdy chce nam opowiedzieć jak być szczęśliwym. Każdy chce nam wyjawić swoją tajemnicę, każdy w końcu chce nam sprzedać (logiczne więc, że i zarobić) receptę na nie. Konia z rzędem jednak temu, komu uda się znaleźć na owe szczęście przepis.



    Już od starożytności filozofowie próbowali odpowiedzieć czymże owo szczęście jest i jak je osiągnąć, jednak nie czas i miejsce by się teraz aż tak zagłębiać…Gdy myślę o stanach euforii przychodzą mi na myśl dwie sprawy. Otóż pierwsza z nich to wniosek jaki nasunął mi się po przeczytanej ostatnio książce a dotyczący okazywania radości dnia powszedniego kiedyś. W wieku dajmy na to XVIII czy XIX uzurpowanie sobie prawa do szczęścia, ba, okazywanie a nawet rozprawianie o nim nie przystawało poważnym obywatelom. Chłopi mogli sobie na głupoty pozwolić. Amory, wygłupy,uczucia jak z romansów, roztrząsanie nastrojów, nie były sprawami zajmującymi szanującego się człowieka. Poecie przyzwalano, ale i ci zbyt poważnie traktowani w pewnych kręgach nie byli. Cała reszta zaś raczej skupiała się na sprawach polskich, patriotycznych a na co dzień zajmować się miała sprawnym funkcjonowaniem dworów i organizowaniem życia społeczności. Panny i panie miały być skromne i ciche, panowie powściągliwi. Przynajmniej na pokaz bo jakie sekrety skrywały dusze ówczesnych- tego nikt nie odgadnie…Kolejny wniosek przenosi nas wiele lat do przodu i kojarzy z wiekiem XX. Wtedy utarło się z kolei przekonanie do rozmiłowania Polaków w narzekaniu. Utrwaliła się już anegdota o tym, iż jeśli zapytamy Amerykanina, któremu właśnie spłonął dom, a żona odeszła z przystojnym Hiszpanem o to jak wiedzie mu się w życiu odpowie:,,Couldn’t be better, thanks!!!” (nie mogło być lepiej). Gdy zaś o to samo zapytamy Polaka, który cieszy się wspaniałym domem, piękną żoną, mądrymi dziećmi i rozwijającą się firmą, ten odpowie: ,,Oj, nie pytaj, jest tragicznie, mam masę problemów”.


    Samo więc bycie szczęśliwym, mówienie o tym, wręcz demonstrowanie tego całemu światu stało się modne wśród nas dość niedawno. Gdy już jednak ów stan rozgościł się w naszych umysłach, to na dobre. Oczywiście, nie byłoby to normalne, gdyby fakt ten umknął specom od marketingu, bo na czym innym tak szybko zarobić, jak nie na sprzedawaniu ludziom szczęścia, recepty na szczęście czy też w końcu nauki tego stanu. Mamy więc prawdziwy wysyp poradników. Każdy jest najlepszy, wyjątkowy i przede wszystkim prawdziwy oraz sprawdzony…W gąszczu tego wszystkiego ciężko się odnaleźć a podjęte próby szybciej kończą się opustoszeniem portfela i zwiększeniem zawartości półek z kolejnymi książkami niż zmianą naszego stanu emocjonalnego. Oczywiście każdy z nas ma prawo do własnego osądu i wyboru tego, co jego akurat przekonuje. Ja do kolejnych odkryć podchodzę z natury bardzo sceptycznie, jest jednak coś, co w ostatnim czasie mocno mnie przekonało. A jest to…Hygge- duńska filozofia szczęścia.



    Od początku…Samo słowo Hygge nie jest możliwe do przetłumaczenia na inny język. Etymologicznie wywodzi się ono z norweskiego i oznacza ,,dobre samopoczucie”. Dziś jednak zawładnięte przez duńska filozofię szczęścia najczęściej jest tłumaczone jako: ciepło, przytulność, błogość, stan określający nasz komfort tak psychiczny jak i fizyczny. Jest to poniekąd styczna naszych wrażeń, odczuć, emocji związanych z bliskością, ciepłem rodzinnym, czasem z przyjaciółmi czy relaksem, gdy mamy czas tylko dla siebie i spędzamy go na swój ulubiony sposób. 

    Hygge to czas, miejsce, przestrzeń, smak, zapach czyli pełnia sensualnych odczuć dających poczucie komfortu i szczęścia danej chwili. Ta CHWILA jest tutaj kluczowa.

    Hygge to stan w jakim się znajdujemy w danym momencie, niezależnie czy akurat gotujemy z przyjaciółmi, gramy w planszówki czy spacerujemy po górach. Czy z partnerem oglądamy świetny film delektując się wyśmienitym winem, czy spędzamy wieczór samotnie przy ukochanej muzyce, zagłębiając się w pochłaniającej nas książce. Tu nie ma wytycznych.

    Duńczycy od dawna wiodą prym w raportach ONZ jako najszczęśliwszy naród. Dlaczego?



    Prawdopodobnie dlatego, że pojęli umiejętność cieszenia się chwilą, celebrowania zwykłych momentów. Tutaj zasadniczo nie ma miejsca na naukę, nie ma recept ani drogowskazów. Jest raczej przestrzeń na to by zrozumieć. Zrozumieć, że szczęścia nie trzeba się uczyć. Że nie istnieje żaden złoty środek, cudowny przepis, że szczęście tak naprawdę jest w nas i wokół nas. Kryje się w najdrobniejszych szczegółach i chwilach, które tworzą nasz dzień, te dni zaś życie. Dlaczego napisałam, ze subiektywnie spośród wszystkich ,,nowinek”, ta akurat ,,filozofia” przypadła mi najbardziej do gustu? Wydaje mi się, iż jest ona najbardziej naturalna, najbliższa temu co pierwotne.


    Często obserwuję swojego rocznego syna. Obserwuje jego radość. On nie spodziewa się żadnego tzw. ,,efektu wow”, ani żadnych ,,fajerwerków”. Cieszy go każda niemal chwila, każda błahostka. Nie rozpamiętuje dnia wczorajszego, nie myśli o jutrzejszym. Cieszy go uśmiech drugiej osoby,sama obecność, możliwość uczestniczenia w każdej sytuacji, która jest dla niego dobra. Oczywiście, życie osób dorosłych rządzi się swoimi prawami, jednak gdybym miała upatrywać tajemnicy szczęścia, to myślę, iż jest ona zaklęta w ,,tu i teraz”. Jak u dzieci…i jak u Duńczyków. Deszcz za oknem i wciągająca lektura lub cieszenie się ciszą, czas spędzony w gronie przyjaciół na rozmowach o wszystkim i niczym, świeża, pachnąca bułka z piekarni na śniadanie, uśmiech przechodnia mijanego na ulicy. Cały świat jaki stworzymy sobie na swój własny użytek utkany z ulotnych chwil, jakie dają nam radość, będzie dla nas naszym hygge. Tylko tyle i aż tyle. Istota zrozumienia. Ot, cała tajemnica. Nie kupujmy szczęścia, nie uczmy się być szczęśliwi– po prostu bądźmy!

     

    berenika szeliga

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial