• Slow Life

    Moda czy konieczny powrót do korzeni ?

    Do napisania tego tekstu skłonił mnie dzisiejszy dzień, jakże podobny do wszystkich poprzednich…Miał to być dzień nieśpieszny, spędzony z dzieckiem na łonie natury. Dzień odpoczynku, wzięcia oddechu. Jaki był? Zwariowany, chaotyczny, zabiegany… 🙂 Lubię to, lubię codzienną szamotaninę, gdy od pierwszej chwili, w której otworzę oczy muszę działać na pełnych obrotach. Ale lubię tylko przez pryzmat tego, że robię to dla syna. Wszystkie inne myśli, które zdają się mnie atakować, nauczyłam się odpędzać, mówiąc sobie w myślach: ,,potem, po kolei, nie wszystko na raz”…Jestem zwolenniczką tzw. idei Slow Life, która ostatnio zrobiła się bardzo modna. Właśnie, modna, ale czy dla wszystkich prawdziwa? Czy każdemu potrzebna? Jeśli chodzi o mnie, zawsze miałam ku temu zapędy. Wiek nastu lat spędziłam na wsi. Wtedy traktowałam to nieco jak zesłanie, wszystko co ciekawe działo się w mieście 😉 Ale jednocześnie jakaś część mnie lubiła spacery po lasach, łąkach, przyglądanie się leniwie przepływającej przez wieś rzeczce. Z kolei dorosłość potoczyła się zgoła inaczej. Żyję w dużym mieście. Kilka ostatnich lat przepracowałam w agencji reklamowej, która niemal zastępowała mi dom. Praca do popołudnia, praca w domu, zdarzało się zasypiać pracując-ba, śnić o pracy. Ten nieustanny bieg stał mi się potrzebny do życia niczym powietrze. Pracować więcej, szkolić się, podejmować nowe wyzwania, być jeszcze lepszą wersją siebie w pracy a po pracy…nie nie nie, żaden sen. Odskocznią były spotkania towarzyskie, imprezy muzyczne, raz tylko do roku odzywała się dawna natura i wyjeżdżałam w ukochane Bieszczady…Gdy zaszłam w ciążę, a potem urodziłam, siłą rzeczy musiałam zwolnić. Chyba pierwszy raz od wielu, wielu lat miałam czas się zatrzymać, rozejrzeć, wziąć głębszy oddech. Wtedy zupełnie naturalnie odezwała się we mnie ta druga część mojej natury. Zaczęłam celebrować chwile. Wpatrywać się w niebo na spacerze, w gwiazdy nocą. Za serce ujęła mnie Pani Krysia z warzywniaka, która zawsze uśmiechnięta ma miłe słowo dla każdego. Zaczęłam dawać sobie czas i pozwalać na cieszenie się każdą najzwyklejsza chwilą. Smakować potrawy, czytać to, co mnie naprawdę interesuje. Podróżować.


     

     

     

    Czym jest
    więc osławiona idea Slow Life?

     

     

     

     

    Chyba najprościej powiedzieć,że jest uważnym życiem. Sposobem na życie, które stanęło w kontrze do wszechogarniającego nas biegu. Poddaliśmy się jakoby presji bycia perfekcyjnymi we wszystkim co robimy. Byciu rodzicem, prowadzeniu biznesu, pracowaniu w korporacji, byciu sportowcem…nieraz łączymy wszystkie te role wymagając od siebie bycia idealnym w każdej z nich. Niestety tym sposobem umyka nam osławione ,,tu i teraz”. Bo taka właśnie jest prawda, to nie slogan reklamowy, życie naprawdę toczy się tu i teraz. Przeszłość może być dla nas nauką, ale jest zamkniętym etapem. Przyszłość jest nieznana. To co możemy podarować sobie i swoim najbliższym to chwila obecna. Spędzenie czasu z rodziną i przyjaciółmi, posłuchanie muzyki, wyjście na spacer w słoneczny dzień, czy też urlop, którego jednak nie traktujmy zadaniowo, lecz jako prawdziwy czas relaksu i spokoju dla nas samych. Slow Life to także harmonia. Harmonia pomiędzy tym, czego wymaga od nas życie: w pracy, w roli jaką mamy w rodzinie czy w społeczeństwie a umiejętnością zwolnienia, kiedy czujemy, że nadszedł odpowiedni moment. Nie można jednak przy tym negować osób, którym życie na tzw. pełnych obrotach odpowiada, które się w takowym spełniają. I to jest chyba najważniejsza różnica. Slow Life to wybór, skłonność, potrzeba a nie wymuszona modą poza.

    Przyznam, że jestem zwolenniczką idei Slow Life, ale jak zapewne większość, muszę nieraz żyć szybko, robiąc wiele rzeczy naraz 😉 A jak Wy drodzy czytelnicy lubicie żyć? Czy bardziej idąc przez życie jak burza bez chwili przystanku czy jednak lubicie te drobne, ulotne chwile, kiedy w ciszy i spokoju można złapać oddech? A może życie determinuje ten wybór?

    Na koniec chciałabym nieco przewrotnie i humorystycznie (bo i w takiej konwencji wypowiedziała owe słowa sama autorka) zacytować niedawno zmarłą aktorkę Danutę Szaflarską:

    ..Był taki czas, że ciągle się spieszyłam. Na przykład jechałam tramwajem i chciałam, żeby on jechał szybciej. Miałam ten pośpiech w sobie. I nagle pomyślałam: ,,Zaraz, dokąd ja się tak śpieszę? Przecież na końcu czeka na mnie trumna” ,, 😉

     

    berenika szeliga

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial